W naszym kraju utarł się pewien prehistoryczny (socjalistyczny) schemat: nikt nie dba o wygląd mężczyzny – jego głównym zadaniem jest praca na dom. Mężczyzna ma chodzić w ciemnych spodniach i niebieskiej koszuli – oczywiście koszul powinien mieć kilka, by móc je zmieniać. Po roku osiemdziesiątym dziewiątym sytuacja wizerunku mężczyzny w Polsce zaczęła się powoli przekształcać, lecz dotyczyło to bardziej młodszego pokolenia. Przyzwyczajenie do monotonii wyglądu odrzucało wszelkie kompromisy. Dopiero nowe tysiąclecie przyniosło długo wyczekiwane przez kobiety zmiany. W zmianie wizerunku pana pomogły, przydatne głównie paniom, wyroby rękodzielne. Objawiło się to w największym stopniu w męskiej garderobie. Panowie zaczęli wyposażać się w tkane ręcznie swetry i bezramienniki. Wszelkie ozdoby przestały być w końcu tabu. Broszki, spinki do krawata i eleganckie wisiorki prezentowane dumnie – polski mężczyzna zaczął być w końcu męski, a nie monotonny. Panowie sięgnęli też po biżuterię. Coraz częściej spotykało się tych odważnych, dla których ozdoba na ręku nie kojarzyła się wyłącznie z obrączką zaręczynową, dla niektórych, symbolem zniewolenia. Noszenie dodatkowych ozdób przestało być czymś niewłaściwym – czymś nie w dobrym tonie. Ozdoby musiały być koniecznie rękodziełami, bowiem tylko taki wyrób pozwalał na dorównanie kobietom poziomem samozadbania. Panowie nie mogli przecież nie powiedzieć „b”, skoro udało się im już powiedzieć głośno „a”. Rzadko spotyka się panów wyrabiających artystyczne wyroby rękodzielne, lecz coraz częściej na ulicach ogląda się polskich mężczyzn, z modnym, ręcznie ozdabianym neseserem czy skórzaną teczką. Wszystko, jak powszechnie wiadomo, jest kwestią gustu, jednak jego całkowity brak jest chyba gorszy, niż estetyczne przeładowanie. Z brakiem stylu można walczyć, a wyroby rękodzielne pomogły już wielu osobom – w tym polskim panom. Chyba nie powinniśmy przestać z nimi eksperymentować, bo rękodzieło to rzecz godna uwagi – jak widać, nie tylko tej damskiej.
© Copyright by Rękodzieło 2010