Ludzie są jak małpy i nie chodzi mi wcale o domniemane pokrewieństwo między człowiekiem a małpą. Przedmiotem mojego zainteresowania jest raczej skłonność do pewnych zachowań, które w jednoznaczny sposób wskazują na obecność w naszym genomie elementów organizmu naszego człekokształtnego kuzyna. Nie chodzi o głupie okrzyki, nie chodzi też o strojenie głupich min. Postanowiłem zastanowić się chwilę nad małpią skłonnością do naśladowania innych – ktoś nazywał to kiedyś modą… Moda ma to do siebie, że bywa na wszystko i nigdy nie wiadomo kiedy i na co tym razem wybuchnie. Okazuje się, że obecnie panuje moda na wyroby rękodzielne. Dziwne, bo rękodzieło zawsze ustępowało popularnością innym produktom – głównie tym znanych marek. Tym bardziej tłumaczy to obecnie nadmierne zainteresowanie. Nisza modowa zostaje wyodrębniona i wypełniona, jednak należy pamiętać, że wyroby tego typu nie są wyrobami dla każdego. Rękodzieło rządzi się własnymi prawami – nie ma tu udziału prawo rynku, które przyjmie każdą ilość towaru – nie jest to odpowiednie słowo w stosunku do tych małych dzieł. Nadmiar wyrobów na rynku może grozić nadejściem niepożądanego zjawiska, a mianowicie – złej siostry mody – tandety. Przepełnienie rynku nigdy nie oznacza niczego dobrego. Duży popyt oznacza, że w bardzo krótkim czasie powstanie bardzo wielu producentów pożądanego towaru, a co za tym idzie, zmniejszy się jego jakość i cena. Sprzedaż przestanie być opłacalna. Ręcznie wytwarzana koronka to nie zupka chińska – musi kosztować, inaczej straci swój urok i czar (lub jak kto woli smak). Zjawisko tandety ma swoje dobre strony – kończy modę. Łatwiej wtedy o powrót do starego dobrego porządku, który śnił się prawowitym wyrobnikom po nocach. Rękodzieło nie może funkcjonować na otwartym rynku, bo praktyka taka zabiłaby ten, jakże cenny, wyrób. Nie powinni zapominać o tym decydenci gospodarczy i nie zapominajmy i my, którym rzadko przychodzi oglądać wyroby piękniejsze, niż te, perfekcyjnie wykonane ludzką ręką w domowym zaciszu.
© Copyright by Rękodzieło 2010